Dotąd wierzyłam Ewie Milewicz

           Wierzyłam w jej przekonanie, że pewne życiorysy bronią się same, cokolwiek byłoby w kwitach . Nie jest to sprawa pogladów politycznych, których nie podzielam. Ale ilez to razy w dziejach, po przeciwnych stronach barykady stali ludzie, do bólu , do śmiertelnego ryzyka, pewni swoich racji? Ludzie, od których zależało znacznie więcej, niz zależy od dziennikarki?

          "Po porządku" - jest tak: dalej wierzę w czyste sumienie Ewy Milewicz. Moje czułki węszą i donoszą, że nie jest typem zdolnym do świństwa, bez wzgledu na zażartą obronę "swojej" prawdy. Powiedzmy - jestem impresjonistką w tym względzie, co na to poradzę?

          Ale sytuacja sie zmienia. Zaczyna wygladać na to, ze Milewicz została wystawiona, świadomie- lub nie, jako forpoczta. W kazdym razie na ten sam wózek pchaja sie różne indywidua, którym nie wierzę za grosz.Oni jada na gapę.

         W  którymś programie NAjBARDZIEJ OBIEKTYWNEJ TELEWIZJI był moment, w którym państwo dyskutanci stwierdzili:" tak, jesteśmy czwartą władzą -ale z nadania społeczeństwa." W związku z tym jak kto w ogóle śmie śmieć ? Ich, Mandatriuszy Narodu- lustrować?

         Jesli ja dawałam mandat zaufania Morozowskiemu, albo Łaszcz - niech sie smażę w ogniu piekielnym.Nie dałabym im żetonu do szatni, nawet na chwilkę. Głowę daję, ze ten pomysł narodził sie na antenie, ktos na to wpadł w trakcie dyskusji. Przynajmniej na to wyglądało. Ale chwyciło, nic piekniejszego nie mogło im się wymyśleć.

         Każda działalność publiczna jest swoistą misją, nie obrażaja sie ludzie z mocy prawa zobowiązani do kierowania sie sumieniem. Nadęli sie "mandatariusze", za których uczciwość nikt jakos nie chce ręczyc.No, moze ja - za Milewicz,ale - jak zaznaczyłam - to impresja.

        Ciekawe: co by było, gdyby - pod sankcją topora - Najsztubowi polecono zaręczyć za ukochanego Żakowskiego? Bo jakos nie widac, żeby ci silnie oburzeni zadziałali jakoś - ad personam...No, z wyjątkiem wymachiwania certyfikatem Milewicz.

        Za ostentacyjne łamanie prawa powinno się zwyczajnie kiblować. Jak zwykle - coś przegapiono, komuś nie przyszło do głowy, że ludzie o szeroko znanych nazwiskach, w dodatku mający ambicje na "sumienie narodu" - nie będą mieli odrobiny wstydu, odrobiny godności, aby nie używac tanich wykretów.

        Nie maja odwagi powiedzieć temu narodowi, w imieniu którego podobno działają: jeśli cos popełnilismy, to -  w naszym przekonaniu -  działalismy dla dobra Polski. Zmieniły sie kryteria, my - nie .

         Albo  nie maja odwagi zwyczajnie powiedzieć: jestesmy czyści. Boją się? Przeciez za kłamstwo nic im nie grozi! Oczywiście poza pogardą.

         Dorabianie legendy do czysto koniunkturalnych zachowań usprawiedliających przestępstwo, to głupota czystej wody. Ale to tylko oni sami maja przekonanie o własnej wszechmądrości.