Usłyszałam dziś Dorotę Gawyluk ( rozmowa z Czarneckim, co nie ma zresztą nic do rzeczy), mówiącą - tak, obok tematu: "święta, pełne sklepy ludzi". Żeby nie było, że się czepiam - lubię Gawryluk, wręcz uważam ją za dziwnie normalne, zrównoważone zjawisko w tym nienormalnym, ekranowym świecie "zaprzyjaźnionych telewizji".
Ale...pełne sklepy? Pełne ludzi? Matko kochana...
Nie mogę, od - tak sobie, wyskoczyć do sklepu po marchewkę. Z mojego lasu taki "wyskok" jest całą wyprawą. A muszę być zawsze pod bronią, mój dom jest wieczną "kawiarnią - niespodziewanką": nigdy nie wiem, ilu będę miała gości. Przecież mieszkam w lesie, w miejscu ukochanym, do którego zawsze się tęskni. Nieważne, że coś przytargają - a jak braknie... chleba, który - sądząc z doświadczenia - nigdy nikomu nie przychodzi do głowy?
Po zaopatrzenie jedzie się - staropolskim obyczajem - w dzień targowy, kiedy to część zakupów można zrobić u tzw. producenta. Gospodynie sprzedają grzyby, sery, drób, jajka od własnych kur i różne inne śmietany, gęste jak masło. Na stoiskach z warzywami stoją sprzedający, których ogrody są widoczne za płotem i ma się pewność, że rzeczona marchewka nie zaświeci w ciemności, w koło Macieju kupuje się na tych samych stoiskach, a ekspedientki ze sklepów mówią :dzień dobry" również na ulicy.
Już pomijając, że jest to dzień i miejsce spotkań "krewnych i znajomych królika", okazja do oczekiwanych, albo nie - spotkań rodzinno - towarzyskich.
W malutkim miasteczku są dwa markety, gdzie zwykle ludzi jest mnóstwo, z oczywistego powodu - jest taniej. Znacznie taniej, ale te markety spowodowały upadek wielu starch sklepów.
Nie mam czasu na wystawanie w niekończących się kolejkach marketów. Poza tym, że półki są pełne towarów - każda kolejka zawiewa mi odorkiem komuny, z tą pogardą dla mojego czasu, nieczynnymi kasami, etc. Nie lubię - i już.
Ale czasem, przed Świętami zwłaszcza, trafia mi się z konieczności: to też swego rodzaju targowisko - ostatecznie wszystko pod jednym dachem. No i 'świąteczny koszyk" - tylko tam można coś wrzucić. Zapomnisz, babo - a potem jakoś głupio...
Ostatnio trafiły mi się nawet dwie kolejne okazje zakupowe: ta rutynowa, targowiskowa - i dzisiejsza. Jechałam do miasta z bólem głowy - co to się będzie działo...
Nie działo się nic. Po tragowisku kręciło się znacznie mniej kupujących, niż stało tam sprzedających, zmarzniętych na kość, klnących w żywy kamień daremnie stracony dzień przedświąteczny, kiedy robota w domu.
Po coś jednak musiałam do marketu wejść, jako że tam akurat mam w dodatku najbliżej.
Znudzona kasjerka przy jednej, jedynej czynnej kasie tęsknie wypatrywała klientów.
-Taka robota - to żadna robota, niechby sobie już kupili - i wreszcie poszli" - odpowiedziała, kiedy usiłowałam zażartować, że ma niespodziewanie "luzacki" dzień. - Pani widzi, co ludzie kupują? Zwolnią nas - żaliła się, stukając w klawisze kasy.
Nie bardzo widziałam, co kupują inni, byłam pierwsza. Za mną również nie było nikogo. Kilku kupujących snuło się wprawdzie po sklepie, ale koszyki były pustawe.
Jednak oczywiście czegoś zapomniałam, więc weszłam do następnego sklepu. Też niemal pusty, ale wąska "kicha" lokalu sprawiała, że tych marnych kilku klientów już spowodowało przeklętą kolejkę.
- A ty, co tak chodzisz od sklepu do sklepu? - usłyszałam za sobą. - Już w trzecim cię widzę!
- Aaaa, tak sobie, patrzę...na ceny - gadały sobie dwa męskie głosy.
Jak na zawołanie zjawiły się dwie ekspedientki, jedna zagadnęła mnie, druga - pana z tyłu.
- 5 plasterków boczku - poprosił.
Te dziwne świąteczne zakupy sprawiły, że zerknęłam jednak kątem oka. Żaden tam emeryt - młody człowiek, z małą córeczką, która niczego się nie domagała, o nic nie prosiła. Stała sobie cichutko. Zupełnie jej wcześniej nie zauważyłam.
Kiedy zniosłam już wszystko do samochodu, olśniło mnie: nie kupiłam pieczarek.Mieszkam w lesie, ale do bigosu potrzebne mi pieczarki. Tak już mam.
Ręce miałam, jak sołtys w Wiercikowie, któremu trzeba było kopać rowy, bo te ręce mu się wlokły po obu stronach drogi. Wściekłam się, ale wróciłam po te cholerne pieczarki - a tu - nie ma! W jednym, drugi, trzecim sklepie!
- No, to czego tak mało zamawiacie? - wydarłam się.
- Grzybów nie było, nie wie pani? Zamówliśmy normalnie, wykupili.
- Ale grzyby przecież macie!
- Ale - za ile...
Zatrzasnęłam się. Lubię panie w moich sklepach, chciałam jeszcze pogadać, "odkręcić" efekty złego humoru. Sklep niby pusty, ale jednak ktoś wchodził - i uwierzcie mi - nie tylko ten jeden klient robił zakupy w porcjach "pięcioplasterkowych".
Czegoś takiego jeszcze nie widziałam.
A potem mój mąż powiedział, że chyba mam źle w głowie, jeśli uważam, że jestem "ładniejsza" od pani z cukierni, która jest fachowcem, w fabryce nie kupuje ciast, piecze je u siebie i na pewno gorsze od moich nie są. On wie, czasem tam wpada "na gryza". Po co sobie - piiiiip, skreślone - zawracam pieczeniem, zamiast "zwyczajnie kupić"?
MOJE CIASTA SĄ LEPSZE - już! Ale...
Nie chodziło o ciasta, chodziło o to, że mój osobisty dyrektor pilota namyślił się na montowanie zażądanych przeze mnie półeczek akurat, jak na mnie przyszedł czas wypieków. Kolizje nieuniknione.
No, jak mężowi wszystko jedno...Zadzwoniłam, zamówiłam - i udałam się do miasteczka po odbiór. Oczywiście do sklepów też wpadłam, jakżeby nie...
Banany po 2,90, mandarynki - 3,15, winogrona po 5 zeta - sklep oszalał, a ludzie...Ludzie wymarli.
Nie ma sklepów pełnych ludzi, pani Dorotko.Sklepy są puste, choć półki - pełne.
Klientów nie ma, pani Dorotko. Wymarli!
-
>Mona
-
@Amisz
Ryży mówi...szkoda słów.
-
@mona
" będę miała gości. Przecież mieszkam w lesie, w miejscu ukochanym, do którego zawsze się tęskni."
Nie wiesz nawet jak bardzo przypominasz mi koleżankę z pracy.
Ona też ma "ukochane miejsca" za którymi tęskni:)
Też ma egzystencjalne problemy w marketach.
100% baby w babie:))
Wesołych Świąt!
-
@Delilah
Jejku...no, dobra, ale go nie zrobisz. Założymy się?
Słonko,bo to jest strasznie tłuste, ale pyyyyszne.
Się bierze n.p. 1 kg. kapusty, ale wyłącznie kiszonej. Do tego - powiedzmy, 60 dkg s u r o w e g o boczku. W każdym razie proporcje są takie, że - wagowo - trochę więcej niż połowa wagi boczku, wyłącznie surowego - na założoną ilość kapusty. 2kg kapusty - 1,20 boczku, itd. Ilość pieczarek oczywiście proporcjonalnie, starcza te 30 dkg na kilogram kapusty, ale ja lubię więcej.
Boczek NIESTETY kroisz na skwarki (można wrobić "prawdziwego mężczyznę" łkając, że to dla kobiety cięęęężka robota), ciut większe niż np. słoninowe skwarki do smalcu. Mają zwyczajnie zbrunatnieć.
Boczek smażę na 2 łyżkach smalcu, z bólem serca dodaję szklankę wody ( bo to w zasadzie ma się dusić, nie - gotować, ale zupełnie bez wody boczek twardnieje). Woda powinna możliwie odparować, ale bez przesadyzmu. Takie jest założenie, w każdym razie. No, żeby nie wyszedł kapuśniak, rozumiesz.
Osobno smażę dużą cebulę, a dlaczego nie? Kapusta lubi cebulę, tak - jak biała. Likwiduje goryczkę, nadaje tą odrobinę słodyczy, jak w chińskich potrawach słodko -kwaśnych.
Pieczarki ( powiedzmy - 30 dkg na 1kg kapusty wystarczy, ale ja daję więcej) kroję wzdłuż, ile tylko się da, razem z nóżką. Odcinam z trzonu tylko to, co konieczne, końcóweczkę, bo nie jest do wyszorowania.
Całej pieczarki tak nie potniesz, rzecz polega na tym, że ma być WIDAĆ, że to jest pieczarka, przekrojona.Smażę niemal bez tłuszczu, osobno, bo smażona razem z cebulką musiałaby być merdana - a wtedy nie ma tej pieczarkowej "urokliwości", jest rozpapraniec, wszystko się rozrywa. Niektórzy umieją w ogóle bez tłuszczu, żywcem na patelni(pieczarki puszczają sok), wtedy jest taki smak wybitnie skondensowany, ale ja się zapominam, lecę gdzieś...Trochę tłuszczu - bezpieczniej.
JESZCZE NIE SOLISZ ( najwyżej troszeczkę), tylko pieprz.
Każdy ma inną metodę na "przepłukiwanie" kapusty z goryczki i soli użytej do konserwacji, ja "zaparzam" samą kapustę,jeszcze bez ingrediencji, do momentu zagotowania. Ale wszystko i tak zależy od samej kapusty. Jak wściekle słona...trzeba próbować, dosolić w trakcie, pod koniec.
No i kładziesz do jakiegoś rondla, bezpieczniej - gara z gatunku "z podwójnym dnem", zwykłego, metalowego: najpierw tłuszcz, czyli te usmażone skwary, tę szklankę wody, listek laurowy - ile lubisz( na kg. wystarczy jeden, ale to sprawa gustu).Na to kapustę, na wierzch - pieczarki, bo i tak mieszać trzeba,więc się wymerda. Usmażoną cebulę - obojętnie w jakiej kolejności - wrzucasz, ma po prostu być.
Zagotowujesz na dużym ogniu, a potem ma się już dusić, jak np. mięso.
Jeśli koniecznie chcesz wrzucić np. coś wędzonego, to już naprawdę pod koniec. Inaczej można przesolić - wędliny zawierają sól.
Gotowe jest za godzinę, ale - jak to bigos - zdejmujesz z ognia, na drugi dzień dogotowujesz, jeśli możesz.
Oczywiście można ugotować "na rok" - do zamrażary w słoikach.
Łapią się na to wszyscy, a najwięcej ci, którzy się właśnie odchudzają.
Mnie chodzi o to, że: parę grzybków nic nie daje, dużo - jest za bardzo wytrawne, gorzkie.Pieczarki są " w sam raz", o wiele lepsze.
Poza tym koniecznym smażeniem boczku - mało roboty.
Pozdrawiam, smacznego. Goście jedzą, z płaczem - ale się nie oderwą, aż zniknie.
Pozdrawiam, Wesołych Świąt!
-
@marta.luter
Ale ja bardzo lubię tych moich gości. Oni to wiedzą. Już nauczyłam się być w wiecznym pogotowiu - kwestia wprawy.
Marketów nie lubię z opisanego powodu - niszczą małe sklepy, a mnie nie szanują.
Kolejek miałam dosyć, po sama kokardę. Nie pojmuję, dlaczego mam znowu w nich stać.
Pozdrawiam, Wesołych Świąt!
-
@mona
Jakie tanie winogrona!
-
@Panna Wodzianna
No, bo ceny obniżyli do dna! Klientów nie ma przynajmniej od 2 tygodni. Przechowalnictwo tez kosztuje.
-
>mona
Ha, robiłam bigos na mnóstwo sposobów, ale z boczkiem jeszcze nigdy. Najczęściej przygotowuję go prawie identycznie jak opisałaś, z tym że zamiast boczku używam wołowiny.
No ale przecież na zdobywanie nowych doświadczeń nigdy nie jest za późno:)
Podjęłam decyzję - bigos a la Mona będzie w tym roku świątecznym przebojem na moim stole!!!
I pal licho odchudzanie, przynajmniej w okresie świątecznym!
Co do grzybków w bigosie mam chyba takie samo zdanie jak Ty i chociaż ogólnie jestem ich wielką amatorką, to uważam że na smak bigosu nie mają wielkiego wpływu. Naprawdę testowałam już mnóstwo bigosowych wariantów, kiedyś nawet zostałam posądzona o dodanie do bigosu curry, co oczywiście nie było prawdą a tylko czczym wymysłem zazdrośników:)
Dziękuję Ci serdecznie za inspirację:)
Wesołych Świąt!!!!
-
@Delilah
Smacznego!
Dzieki, Również - wesołych i w ogóle fajnych Świąt.
Piszę w lubczasopismach
-
20.04.2012 03:55
-
18.03.2012 17:05
-
18.03.2012 12:44
-
16.03.2012 18:36
Ostatnie notki
-
Wystarczą taczki?
Pan Wańkowicz, człowiek z pasją poszukiwania źródeł spraw wszelkich, pisał o tym, jak radzili sobie amerykańscy...
25.05.2012 08:59 0 -
Skandal zamierzony?
Od dawna piszę, że badziewiactwo TVN24 oglądam od przypadku do przypadku, a jak padnie na Monisię - traktuję to jako...
23.05.2012 23:30 9 -
Przepraszam redaktora Marciniaka!
O Paligłupie - dajmy spokój. O "gospodarskich wizytach" - jest takie powiedzenie - "wesoły gość,...
19.05.2012 22:32 12
Moje ostatnie komentarze
-
Bardzo mi się zdaje, że kiepsko się czuje.
24.05.2012 00:13
-
Jak Ciebie godom, że na tylnej, to mi lepiej uwierz. Znaczy - tylna to jest ściana hotelu, ale...
24.05.2012 00:11
-
sorry, raczej dziedzińca pałacowego. A ja nareszcie znalazłam tę Okrzei ze stadionem....
24.05.2012 00:05
-
Na tylnej ścianie "Bristolu" powiesili tę nieszczęsną "pamiątkową tablicę", to jest...
23.05.2012 23:51
-
Widzieliśmy. Baaardzo nam się podobał Kalisz, przedstawiający za Niesioła.
22.05.2012 23:53
Najpopularniejsze notki
-
Jankes, szefie, zrób coś z tym!
komentarze: 50
-
Kosmiczna wpadka Monisi?
komentarze: 38
-
...A przed Palikotem lata kaganek mądrości
komentarze: 31
-
Tusk będzie strzelać do demonstrantów?
komentarze: 23
-
Kłamczucha w kirach
komentarze: 20
Aktywne dyskusje
-
Skandal zamierzony?
komentarze: 9ostatnio: ROMOCKI
-
Przepraszam redaktora Marciniaka!
komentarze: 12ostatnio: MONA
-
Hej, sokoły - czyli o Ukrainie, reprymendach i "przyjaźni".
komentarze: 17ostatnio: MONA
-
Ufko, to jest tylko śmieszne.
komentarze: 9ostatnio: FREE YOUR MIND
-
Tusk będzie strzelać do demonstrantów?
komentarze: 23ostatnio: MONA
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Almanzor 218 5545
- Beniowski 41 329
- Beret w akcji 169 7214
- danz 247 1886
- faxe 58 940
- Free Your Mind 1435 61474
- Galba - Marcin Michta 92 2354
- Grudeq 619 5191
- Grzegorz Wszołek - gw1990 954 22798
- Julian Arden 10 5023
- Kawa magazyn 37 8
- Kisiel 809 9760
- kokos26 1618 4215
- laenia 39 3764
- Magda Figurska 569 6557
- michael 246 6201
- Michalina Przybyszewska 25 119
- Michał Stanisław de Zieleśkiewicz 1382 14316
- MisQot 5 2912
- mona65 13 236
- Pani Łyżeczka 307 6114
- Publikacje Gazety Polskiej 574 56
- Pyzol 123 20712
- Rolex 699 17811
- Rybitzky 1699 3771
- Signum Temporis 8 3
- tad9 286 1879
- wawel 85 1417
- weronka 594 7763
- ŚpiEwka 61 1374




Ludzie oczywiście byli, z pewnością jednak nie w tej ilości co np. przed rokiem. Stanowili mniej więcej średnią weekendową. W kolejkach do kas oczekiwało po 2-3 osoby, przy czym sporo kas było nieczynnych.
Oczywiście natychmiast przypomniały mi się kilkunastoosobowe kolejki do kas w poprzednich latach, wniosek postępującej o pauperyzacji społeczeństwa nasuwał się sam.
Pozdrawiam, życząc cudownych Świąt
PS
Możesz zdradzić swój przepis na bigos?