Chyba od zawsze czekałam na taki pomysł. I jeśli na to wpadła Katarzyna Hall, to całą resztę jej odpuszczam, życząc wszelkiej pomyślności na każdej drodze życia, jaka jej się podeśle pod stopy.
Na portalu TVN 24 pojawiła się wiadomość, że dzieciaki będa mogły wybrać sobie kierunek nauki już w II - III klasie liceum, w zależności od preferencji i - jak mniemam - przydatności pod kątem przyszłych, wymarzonych studiów.
"I tak, jeśli 15-latek zdecyduje, że jego powołaniem jest humanistyka, to w dalszych latach nauki zamiast fizyki czy biologii lub chemii będzie miał jeden blok tematyczny: przyroda. Liceum może skończyć po odbyciu zaledwie 30 godzin fizyki. Z kolei ci, którzy postawią np. na matematykę, będą mieli nawet 90 godzin historii mniej niż dotychczas."
Oczywiście wszystko to może zostać rozłożone na atomy, po czym rozpłynie się w sinej mgle, ze względu na jakieś "czynniki obiektywne", ale pomysł został rzucony - i ktoś do niego wróci, prędzej czy później.
Rozumiem z góry racje, które absolutnie na pewno zostaną przytoczone: że piętnastolatek ma jeszcze głupie pomysły, które życie może zweryfikować, że człowiek niedokształcony jest, "w dzisiejszych czasach", zaledwie połową człowieka, że łatwiej jest przeżyć bez znajomości literatury, niż bez podstawowych wiadomości z fizyki. Bo bez tej fizyki nie tylko nie zrozumie funkcjonowania urządzeń, ale nie przeczyta ze zrozumieniem o zbliżającej się asteroidzie - i nie zdąży uciec.
Obsługuję jakoś urzadzenia, a o asteroidy niech się martwią specjaliści, ktorzy i tak pożrą się pięć razy, zanim obiekt walnie w Ziemię, gdyby co. Dużo mniej podoba mi się pomysł ograniczenia lekcji historii, ale to można, na upartego, "odrobić" literaturą, jeśli człowiek jest z natury zainteresowany. Kwestia inteligencji, zainteresowania własną przeszłością i przeszłością świata.
No, coż - dla niektórych wkuwanie historii też jest koszmarem. Fakt. Na kierunkach ścisłych się nie przydaje.
Dlaczego jestem zachłyśnięta? Bo system nauczania jest głupi do imentu, razem z ( niektórymi) nauczycielami. Sorry, ale to najprawdziwsza prawda.
W moim przypadku sprawa miała się nieco dziwnie. Jestem przysięgłą humanistką, długo nie rozumiałam, czego w ogóle chce ode mnie pani od matematyki, do czego może mi się przydać cała ta wiedza, jeśli znam cztery proste, potrzebne w życiu, działania arytmetyczne?
Nigdy nie zeszłam poniżej 5 ( u mnie jeszcze ocena najwyższa) z j.polskiego. historii, czy innej geografii - bez żadnego wysiłku. Chyba z tych przedmiotów miałam jeden zeszyt, p.t. "brudnopis" - bo nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby sprawdzać mi kajecik. Niektorzy tak mają: sądzę, że to kwestia wyobraźni.To było tak proste, że aż...nuuudne.
I nagle, w II klasie liceum - hosanna!
Przyszedł wykładowca, który odkrył przed moimi zdumionymi oczami piękny świat matematyki, gdzie wszystko jest jasne, układa się w logiczną całość i trochę wysiłku, włożonego w odrabianie lekcji, połączonego zresztą z zapałem ( jak to u neofitów bywa) daje radochę własnej "niezwykłej mądrości".
Ale ilu jest takich nauczycieli?
Bo przecież to nie mnie otworzyła się nagle klapka w mózgu! Znalazł sie człowiek, który nie tylko znał wykładany przedmiot, ale uparł się tę wiedzę przekazać uczniom! Nie tylko ja okazałam się taka mądra - nie odpuścił nikomu! Matematyka stała się samą radością w mojej klasie, choć właściwie w TEJ szkole ( ukierunkowanej artystycznie) spokojnie można się było obyć bez ścisłej wiedzy.
Dwoje moich dzieci uczyło się bez specjalnego wysiłku i specjalnych emocji, nie mając trudności z żadnym z przedmiotów.
Ale trzecie...
To dziecko samo nauczyło się czytać w wakacje, wprawdzie na komiksach, w czasie niepogody, kiedy nie było nic do roboty nad ukochanym jeziorem - ale za to porządnie. Do szkoły poszło już nauczone.
Angielskiego nauczyło się samo, z zadrości, że nie jest dopuszczane do domowych lekcji starszej siostry. Tyle, że te lekcje były "głośne", połączone z płytami pełnymi piosenek, wierszyków, etc."Niedopuszczenie" wynikało głównie z tego, że pięciolatek jeszcze nie pisał, a było trochę ćwiczeń.
No, to bez łaski - nauczyło się samo, po kryjomu.
To było bardzo fajne dziecko, zdolone i ambitne.
Trzecie miało jednak "czarną dziurę" w miejscu na fizykę.
Po prostu - było nieustannie zagrożone, w związku z czym daremnie traciło czas. Nigdy, do końca tej fizyki nie pojęło, ale wieczne poczucie czasu traconego na to "nic" zniechęcało dzieciaka, utrwalajac poczucie beznadziei i odbierając siły.
Ile można się uczyć fizyki? Odpuszczając z konieczności - i w rezultacie zawalając przedmioty, w których można być gwiazdą ( dla ambitnych to ma znaczenie!) i które są konieczne na dalszej, zamierzonej drodze życia?
Nie kontynuuję tego wątku, nie chcąc straszyć rodziców - ale uważajcie na takie sytuacje, moi drodzy.
Bywają niebezpieczne.
System, w którym kładzie się nacisk na naukę, mającą związek z możliwościami dziecka i jego przyszłymi planami, nie jest żadnym odkryciem Ameryki. Mądre państwa potrafią wyczaić, co jest dla społeczeństwa korzystne: tracenie czasu na wpychanie wiedzy w "czarne dziury", czy kształcenie specjalistyczne, zgodne z prefrencjami, uzdolnieniami i planami dziecka, które tę wiedzę wlaściwie wykorzysta.
Mam nadzieje, że żaden mędrzec nie zdoła zepsuć tego pomysłu.
"Licea do lamusa"? Wręcz przeciwnie
-
Autorka
-
@znaki kultury
No, dobra, warunki były inne, ale ja miałam jednak matematykę do końca budy i to, że jednak się przyzwoicie nauczyłam - przydało się przynajmniej moim dzieciom. Bo mi nie przeszło, wciąż program licealny jest dla mnie pestką.
Zawodowo mi się nie przydało, to fakt.
-
@mona
Czy to oznacza także zniesienie obowiązkowej matematyki na maturze?
-
@mona
jest jeszcze cos takiego jak "theoria" :) wiedza dla wiedzy, nauka dla nauki. bez względu czy i kiedy cos sie przyda. wiedza wzbogaca. nie trzeba jej wycinać, wystarczyłoby umiejętnie - lepiej niz robi się to teraz - zorganizować i przekazać uczniom. naprawdę, reforma pani Hall zmieni mentalnośc przyszłych pokoleń na kaształt wzorców płynących z filmowych seriali disneja - tych współczesnych rzecz jasna.
Ty miałaś matematyke do końca szkoły, Twoje dzieci już tego szczęścia mogą nie mieć. ew. jakiekolwiek inne dzieci. i za to sławisz panią ex-minister?
nie wiem czy tylko ja, ale mam wrażenie, że Twoja wypowiedź jest niespójna. wręcz sprzeczna wewnętrznie.
-
@Czerwona
dobre pytanie. a tak się swiatła pani minister o matematykę na maturze nawalczyła :)
-
@Czerwona
Nie ma szczegółów, ale jak mozna miec matematyke, jesli ktoś jej nie będzie się uczył, w sensie - całe liceum?
-
@znaki kultury
Ale w Szwecji tak jest od dawna, rozszerza się zakres tego, czym dziecko jest zainteresowane. A musi być kosztem czegoś innego, prawda?
-
@znaki kultury
Obecna pani minister uczyła matematyki, a już napewno przedmiotów ścisłych.
-
@znaki kultury
Właśnie-)))
-
@mona
To po co było o matematykę walczyć?
-
@mona
A jak się dziecku zainteresowania zmienią?
-
@znaki kultury
Zaraz, bo coś przeoczyłam: napisałam wyraźnie, że jedno zmoich dzieci NIE MOGŁO pojąć fizyki. Zdziwisz się, ale nie mogło sobie wyobrazić, co to jest...wektor. W kącie rolę promienia rozumiało, ale "przeciwagi" już nie. Straciło mnóstwo czasu, energii, wkuwając tę fizykę - beznadziejnie namolnie.
Naprawdę nie chcę pisać, jak się to skończyło, ale paskudnie, buntem przeciw niesprawidliwości. Dzisiejsze bunty są naprawdę niebezpieczne.
Co to ma do kultury? Co to dało młodemu człowiekowi, zupełnie niezaintersowanemu przedmiotem, tracącemu czas, który mógł zostać wykorzystany z pożytkiem?
-
@mona
i cóż, że w tej Szwecji? jakie przedmioty wykłada sie w szwedzkich szkołach? ile w tym jest nauki, a ile bylejakości? a jak to bedzie u nas? doświadczenie dyktuje obawy.
-
@mona
i znów zapytam - cóż z tego?
-
@Czerwona
Wyniki maturalne sa tak kiepskie, że chyba najpierw trzeba nauczyć.
Co do drugiej strony ( a jak się dziecku odmieni) - chyba masz rację. W pierwszej klasie dość wydziwianego liceum moich dzieci "okazało się", że zdając na medycynę - trzeba tę fiykę umieć."Okazało się" - bo dzieci Powinny to wiedziec, ale nie wiedziały.
Na szczęści dowiedziały sie w pierwszej klasie. Teraz też w I będą miał, jak rozumiem, wszystkie przedmioty.
-
@znaki kultury
Jakoś Szwecji nie zaszkodziła ta bylejakość.
Moim zdaniem "jednostka", która chce się naprawdę uczyć - zwykła sobie radzić. To są indywidualne cechy osobnicze.
Zmuszanie nie ma sensu, to tylko strata czasu. No, własnie - vide ta nieszczęsna matematyka na maturze, a w ogóle - cała matura, gdzie mają "przeczytać tekst ze zrozumieniem"...Oni sie nie martwią, że pomylili Reymonta z Prusem, słowo harcerza! Czytałam takie wpisy!
Mają z r o z u m i e ć ten kawałek, zawarty w zapodanym tekście.
Hall uczyła w szkole prywatnej, gdzie dzieci i tak należało "puścić", bo za to rodzice płacili. Jeśli to rzeczywiście jej pomysł, to naczy, że rzeczywistość ją czegoś nauczyła.
-
@znaki kultury
Z czego, mianowicie? Bo już się gubię.
-
@mona
wiem gdzie uczyła pani Hall. znam adres i budynek. od wnętrza też.
to na marginesie.
ale jak okreslić sytuację, kiedy jednego roku pani Hall walczy o mature z matmy, a na drugi planuje okrojenie bloków programowych?
co do Szwecji - ja nie o szwedzka bylejakość sie martwię.
skoro dziś poziom maturzystów jest słaby, to jaki będzie po wprowadzeniu pomysłów pani Hall? na odpowiedź poczekamy...
co do "pogubienia się" w odpowiedziach - niestety - taka konstrukcja Salonu, ze odpowiedzi bezposrednie nie sytuuja sie pod koentarzami, na które odpowiadają :( ale to juz nie nasze zmartwienie.
-
mona
hm, dla mnie to wcale tak miło nie wygląda.
po pierwsze - ja (kilkanaście lat temu) trafiłem przez zupełny przypadek, bo nie wiedziałem co z sobą zrobić do klasy o profilu historycznym. Okazało się, że ta klasa ma przygotowywać do prawa. I robiła to. Sęk w tym, że większość zmieniła zdanie w ciągu lat nauki. Niektórzy nawet zmieniają studia, a pani wierzy, że 15/16 latek zna swoje upodobania. Hm...
Po drugie - skończmy z tą głupotą, jaką jest podział ścisłe - humanistyczne. Albo jest ktoś inteligentny albo nie i tyle. A przedmiot (jeden! - z kilkunastu w ciągu całej edukacji do matury) "nielubiany" to jest norma. Dla mnie męczarnią i bzdurą była zawsze biologia, a męczyć musiałem się z nią do matury.
Nauka nielubianych przedmiotów ma też walor wychowawczy - przyzwyczaja, że życie to nie bajka;)
pozdrawiam
-
@znaki kultury
Moim zdaniem będzie jednak lepszy. Nikomu "na musiku" nie przybędzie wiedzy PRAWDZIWEJ. Wykuta - szybko przepada. A zzyska się czas dodatkowy na przedmioty potrzebne.
Mogę odżałowac ukochaną historię, w wersji podrecznikowej jest napisana po prostu źle. Kto naprawdę nauczy się całego przebiegu I wojny św.? To cały rozdział, sama sięgam do źródeł, jeśli mi jest potrzebne.
I po co to jest potrzebne człowiekowi, zdającemu na polibudę?
-
@krzysztofmroczko
No, ale ta klasa chyba dała przygotowanie do kilku kierunków?
Nie, oczywiście nie wierzę, że 15-latek zna swoje preferencje na całe życie.Ale wie, że jest kiepski z przedmiotów ścisłych, albo odwrotnie.
Czyli wie, co wybrać.
Ja wiem, że opisałam sytuację krańcową, ale ta cholerna fizyka zabrała mojemu dziecku nerwy i masę czasu, potrzebnego na inne przedmioty. A ja na to patrzyłam bezradnie.
-
@mona
rozumiem cierpienie, jak się patrzy na własne dziecko i nie można mu pomóc.
ale sama pani pisze, że w II klasie liceum polubiła pani matmę. to może jednak ten 15-latek jednak też mógłby ją polubić? gdyby oczywiście miał taką szansę, czyż nie?
Niemcy mają taki system, że tam już 10 latki wybierają szkołę i to daje im w przyszłości albo zawodówkę albo studia. ten system budzi wiele sprzeciwów. czy tego samego chcemy dla naszych dzieci?
to trochę tak, że im większe doświadczenie i wiedza, tym bardziej świadomy wybór. dlaczego zatem nie korzystać ze sprawdzonych wzorów kształcenia ogólnego? dlaczego pozbawiać ludzi czegoś, czego nawet nie spróbowali? jak mają wybrać gdy nawet nie wiedzą, co tracą?
oczywiście, problem tkwi chyba gdzie indziej. w likwidacji szkół zawodowych na przykład. ale to temat na odrębną dyskusję.
-
@krzysztofmroczko
Nie wiem, nie jestem pedaogiem. Opisuję tylko doświadczenia własne, rodzinne.
Ja jestem rodzajem dziwowiska; uwielbiam sprawdzić "z czym się to je". Matematyka w ogóle nie była mi potrzebna. No, tyle co niezbędne -ale zdawałam soie sprawę, że mnie ją "odpuszczą",albo ściągę dadzą, itd.Po prostu - bez wysiłku i tak byłam jedną z najlepszych w szkole, w której raczej liczyły się "talenta". Znalazłam ją, jak Kolumb Amerykę.
Ale przecież to nie jest reguła!
Raczej już od początku wie się, które przedmioty człowiekowi "leżą".I podświadomie sie do tego przygotowuje na przyszłość.
Ciekawostka: pewien starszy pan powiedział, mocno lekceważąco, że dziesiejsza matura ( mówił jeszcze o poprzednim, sierioznym okresie), to absolutna lipa." Jakie to wykształcenie humanistyczne bez języków klasycznych, bez greki?"
Świat psieje, ale program jest przeładowany, a od człowieka nie oczekuje się już znajomości kultury, tylko wiedzy znacznie bardziej "operatorskiej". Czy może operatywności, jako takiej.
Piszę w lubczasopismach
-
20.04.2012 03:55
-
18.03.2012 17:05
-
18.03.2012 12:44
-
16.03.2012 18:36
Ostatnie notki
-
Wystarczą taczki?
Pan Wańkowicz, człowiek z pasją poszukiwania źródeł spraw wszelkich, pisał o tym, jak radzili sobie amerykańscy...
25.05.2012 08:59 0 -
Skandal zamierzony?
Od dawna piszę, że badziewiactwo TVN24 oglądam od przypadku do przypadku, a jak padnie na Monisię - traktuję to jako...
23.05.2012 23:30 9 -
Przepraszam redaktora Marciniaka!
O Paligłupie - dajmy spokój. O "gospodarskich wizytach" - jest takie powiedzenie - "wesoły gość,...
19.05.2012 22:32 12
Moje ostatnie komentarze
-
Bardzo mi się zdaje, że kiepsko się czuje.
24.05.2012 00:13
-
Jak Ciebie godom, że na tylnej, to mi lepiej uwierz. Znaczy - tylna to jest ściana hotelu, ale...
24.05.2012 00:11
-
sorry, raczej dziedzińca pałacowego. A ja nareszcie znalazłam tę Okrzei ze stadionem....
24.05.2012 00:05
-
Na tylnej ścianie "Bristolu" powiesili tę nieszczęsną "pamiątkową tablicę", to jest...
23.05.2012 23:51
-
Widzieliśmy. Baaardzo nam się podobał Kalisz, przedstawiający za Niesioła.
22.05.2012 23:53
Najpopularniejsze notki
-
Jankes, szefie, zrób coś z tym!
komentarze: 50
-
Kosmiczna wpadka Monisi?
komentarze: 38
-
...A przed Palikotem lata kaganek mądrości
komentarze: 31
-
Tusk będzie strzelać do demonstrantów?
komentarze: 23
-
Kłamczucha w kirach
komentarze: 20
Aktywne dyskusje
-
Skandal zamierzony?
komentarze: 9ostatnio: ROMOCKI
-
Przepraszam redaktora Marciniaka!
komentarze: 12ostatnio: MONA
-
Hej, sokoły - czyli o Ukrainie, reprymendach i "przyjaźni".
komentarze: 17ostatnio: MONA
-
Ufko, to jest tylko śmieszne.
komentarze: 9ostatnio: FREE YOUR MIND
-
Tusk będzie strzelać do demonstrantów?
komentarze: 23ostatnio: MONA
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Almanzor 218 5545
- Beniowski 41 329
- Beret w akcji 169 7214
- danz 247 1886
- faxe 58 940
- Free Your Mind 1435 61474
- Galba - Marcin Michta 92 2354
- Grudeq 619 5191
- Grzegorz Wszołek - gw1990 954 22798
- Julian Arden 10 5023
- Kawa magazyn 37 8
- Kisiel 809 9760
- kokos26 1618 4215
- laenia 39 3764
- Magda Figurska 569 6557
- michael 246 6201
- Michalina Przybyszewska 25 119
- Michał Stanisław de Zieleśkiewicz 1382 14316
- MisQot 5 2912
- mona65 13 236
- Pani Łyżeczka 307 6114
- Publikacje Gazety Polskiej 574 56
- Pyzol 123 20712
- Rolex 699 17811
- Rybitzky 1699 3771
- Signum Temporis 8 3
- tad9 286 1879
- wawel 85 1417
- weronka 594 7763
- ŚpiEwka 61 1374




Przyszedł wykładowca, który odkrył przed moimi zdumionymi oczami piękny świat matematyki, gdzie wszystko jest jasne, układa się w logiczną całość i trochę wysiłku, włożonego w odrabianie lekcji, połączonego zresztą z zapałem ( jak to u neofitów bywa) daje radochę własnej "niezwykłej mądrości".
Mam wrażenie, że ten przykład świadczy dokładnie o odwortności potrzeb. Gdybś poszła do zreformowanej szkoły pani Hall nie miałabyś okazji wykorzystać potencajłu edukacyjnego tego nauczyciela, bo na bloku humanistycznym nie byłoby na to czasu.
Reforma edukacji nie musi oznaczać teog, co zrobiła pani Hall. Nie oznacza.