Blog
A ja sie nie zgadzam.
mona
mona Myślę, więc jestem
44 obserwujących 501 notek 393372 odsłony
mona, 11 marca 2017 r.

Polska kontra "rodzina"

427 2 1 A A A


Ten tekst został napisany natychmiast po wydarzeniach brukselskich, ale nie zdołałam go „wrzucić” z powodów, powiedzmy, osobistych.  Myślę, że tak bardzo się nie zdeaktualizował. No, cóż, najwyżej nie przeczytacie.


………………


Stało się coś, czego większość Szanownych chyba nie ogarnia, bo nie usłyszałam  zbyt wielu słów na   temat, nad którym  wszyscy się jakoś gładko prześlizgują:  

Oto byliśmy świadkami niezwykłych zaiste wyborów!

Nie mogę pamiętać, jak wybierano towarzysza Stalina,  towarzysza Bieruta, towarzysza Mao-Tse Tunga,  ale pamiętam wybory towarzysza  Gomułki i towarzysza Gierka, jak też towarzysza Gorbaczowa i towarzysza Jelcyna .

I zapewniam Was:  choć nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że wymienieni zostaną wybrani  ( a nawet – jakim procentem głosów, który to procent  wcześniej zresztą zapodawało, dla czystej draki, Radio Wolna Europa)– nikt nie śmiałby od świtu ogłosić, że oto „wybierzemy sobie dziś Donalda Tuska  i bardzo się cieszę na dalszą owocną współpracę”.

  Świat poszedł naprzód! Przegoniliśmy komunę! „Wraca nowe”?

Acha, i tamte wybory zostawiały jakiś mikry margines opozycji, było to  na przykład 97,8%. A Tusk  został wybrany przez aklamację, jeśli nie liczyć Polski! Koniec świata!

Kiedyś pół Europy odpowiadało Kremlowi „tak toczno”, teraz cała niemal Europa odpowiedziała           „ Jawohl”.


Ludzie, warto było zjadać tę żabę?


Dla mnie kosmiczne zdziwienie  to zachowanie Viktora Orbana. Nie jestem historykiem, jestem natomiast historycznym maniakiem – i poza nic nie znaczącymi epizodami – nie pamiętam, aby Węgry kiedykolwiek stanęły przeciw Polsce, w odróżnieniu od Czechów, którzy robili to zawsze. Przyjmuję do wiadomości fakt,  że Węgry mają własne kłopoty, a ich gest poparcia byłby wyłącznie pustym  gestem. Odptaszkowujemy, ale ja zapamiętam – bo to naprawdę historyczna  ciekawostka.


Odptaszkujemy  też fakt niewątpliwy: Europa nie ma zielonego pojęcia o Polsce i jej sprawach, poza tym, co napiszą jej  szukające taniej sensacji szmatławce, gorliwie obsłużone przez „histeryczną opozycję”.


 Tusk jest ogólnie znanym, sympatycznym leniem, jest „łatwy w obsłudze”, a funkcja w zasadzie mało ważna: dwa razy w ciągu półrocza ma przygotować zwyczajowy spęd. Tyle potrafi dobra sekretarka , czyli  assistant manager.


 Więc niedoinformowana „brukselska  Europa” nie wie  ani – kto to właściwie jest Tusk, ani - o co chodzi, ani  dlaczego ma sobie zawracać głowę tą Polską, co to „i obozy zagłady i straszny  faszyzm”, a w ogóle to polski  wróbel ma dwie nogi, a przeważnie lewą.


I o tę informację, a raczej o jej brak, właśnie chodzi. Tu coś ewidentnie szwankuje:  Polska naprawdę dała się zepchnąć na peryferie Europy.  Niewiele o niej wiadomo, poza tym, co napiszą wspomniane szmatławce.


Tyle, że kto nie ma pojęcia, to nie ma. I tu zaczynamy strome schodki.


Niemcy mają całą potrzebną wiedzę, nawet w nadmiarze. Dlatego w sprawach Polski są na wiele gotowi – i nic tu nie ma do rzeczy, że Angela Merkel  de domo jest prawie  Kaźmierczak, a jej kanclerski fotel ma praźródło w „Solidarności”, którą wzięliśmy na własny garb. Jak zwykle – zwariowani Polacy.


Europa nie zmienia się od czasów -  dla nas -  historycznych, reakcje państw są przewidywalne Węgrzy zawsze z nami ( dobra, poczekajmy chwilkę z Orbanem), Czesi zawsze przeciwko nam.


 A my sami, pamiętający gołe fakty martyrologiczne o wiele bardziej,  niż niewiele znaczące w historii opinie, tak naprawdę zupełnie nie wiemy, jak nas postrzegają sąsiedzi. Stłamszeni przez komunę, źle uczeni historii, zapomnieliśmy – jak drzewiej bywało. Z Niemcami konkretnie, ale nie wyłącznie.


Denerwujące są głupie gadki o przyjaźni i „wielkiej, europejskiej rodzinie”. Niemcy nie są naszą rodziną, nigdy nie byli i nigdy nie będą. Myśmy zapomnieli, ale oni świetnie pamiętają – uczyli tej naszej wspólnej  historii także wielkich strategów.


Grzegorz Schetyna jest historykiem. Nie ma cudów, żeby nigdy nie przeczytał słów  „żelaznego kanclerza” Bismarcka:  „Bijcie Polaków, ażeby aż o życiu zwątpili. Mam wielką litość dla ich położenia, ale jeśli chcemy istnieć, to nie pozostaje nam nic innego, jak  ich wytępić.”( Z listu do siostry, 26 marca 1861).


I to się nie zmieniło. Zmieniła się tylko zewnętrzna forma.


Kto pamięta, że zjednoczenie Niemiec  w 1871 roku, dotąd rozdartych na liche księstewka, powstało trochę na bazie Prus, ale przede wszystkim - Wielkopolski? I o tę ziemię, głównie zresztą o jej „duszę”, toczyła się nieustająca, bezpardonowa walka, ostatecznie przez Niemcy przegrana z kretesem.


 „Jeśli chcemy istnieć”… Ktoś się nad tym zastanawiał? Może jednak warto?


Bo podobne słowa padały też z drugiej strony:  generał Berg, kat Powstania Styczniowego, pisał w pamiętnikach o wielkim podziwie dla Polaków i ich męstwa, ale też o konieczności okrucieństwa represji i ,  konieczności  kacapskiego buta na polskim  gardle, uzasadniając:

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Przepiękne!
  • Kurde, trochę żałuję, że przestałam pyszczyć.
  • On to wie, ale nic innego nie ma na tapecie????

Tagi

Tematy w dziale Polityka