Blog
A ja sie nie zgadzam.
mona
mona Myślę, więc jestem
44 obserwujących 499 notek 391141 odsłon
mona, 19 maja 2017 r.

Odkrywam na nowo "Dorzeczaka"

567 9 0 A A A


Dla jeszcze niewiedzących:  ja, mieszkanka  głębokiego interioru, odbieram prasę raz w tygodniu. Po którym to odbiorze  mąż, przejrzawszy po łebkach dzienniki,  łapie się za „Dorzeczaka i czyta, czyta, czyta… jako że w międzyczasie czyta oczywiście jakąś książkę and wykonuje przeróżne czynności, z ogrodniczymi na czele.


W rezultacie ja dostaję tegoż „Dorzeczaka” już  do cna zdezaktualizowanego, przelatuję „po łebkach” ( no, poza ulubionymi autorami) i nie chwytam – dlaczego ludzie po Lisickim jeżdżą, zarzekają się, że więcej tego nie kupią.


Moja ciekawość jest nieposkromiona, więc w tę środę ( odbieram prasę)  zasadziłam się metodą „chytrej baby”, zwinęłam mężowi sprzed nosa wymieniony tygodnik – i postanowiłam przeczytać „ze zrozumieniem”, co się równa – z tezą:  nie tylko jako zbiór wiadomości i opinii, tylko – w jakim sosie to podano.


Muszę jeszcze nieśmiało napomknąć: w tym stosie gazet pani kioskarce zaplątała się „Polityka”, którą niegdyś namiętnie czytywałam. Nawet się ucieszyłam, kiedy to odkryłam - ale radość trwała krótko: ludzie, jak się komuś zaplącze – wywalajcie od razu. Naprawdę same naiwne „beleco”. Może przywykli wyłowią z tegoż jakieś perełki, dla mnie to był za duży szok w konfrontacji ze starą „Polityką”, w końcu tak samo komuszą, ale jednak  -  do czytania.


Wracając do „Dorzeczaka” – jestem zdumiona przeczytawszy uczciwie, choć kupuję tygodnik od pierwszego numeru.


Najpierw przeczytałam felietonik pana, który pragnie jakiejś wolności, ale – jak ów pan słusznie niegdyś zauważył – chyba nie jestem aż taką intelektualistką, żeby pojąć – o jaki rodzaj wolności chodzi. Ogólnie – żeby państwo się do niego nie wtrącało, nie troszczyło się o niego, nie tłumaczyło mu – co ma jeść, etc, etc.  Nie skojarzyłam nic o wolności myślenia – i oczywiście pisania.


 Nie mam żadnych przeciwwskazań dla państwa w kwestii  zaniechania troski o pana, jednak mniemam, iż większości obywateli potrzebna jest karetka (taka zwykła, z pogotowia), szpital, szkoła, minimum opieki i sto innych rzeczy, do których państwo jest obywatelom potrzebne. Cóż, jak kto lubi… pan ma święte prawo żądać, żeby państwo dało mu święty spokój „w zdrowiu i w chorobie”.


 Rozumiem założenie, iż wszystko to jest „za pieniądze z naszych podatków”, ale… jakoś wolę zapłacić.


No i mnie taki przysięgły liberalizm jakoś się kojarzy. Z „Liberałam- Aferałami”, Balcerowiczem, rozgrabieniem gospodarki, zwanym „wolnym rynkiem”. Wiem, że pan autor nie miał z tym nic wspólnego, ale jaką mam pewność, że nie będzie miał?


Na gdańskiej Zaspie też zbierali się niegdyś ludzie teoretycznie przyzwoici: nie mieli zamiaru obalać rządów, latać z kałachami. Oni chcieli tylko urządzić się dobrze w miarę powstających warunków. A w razie potrzeby – takie warunki stworzyć. No i mają, co mają: pyrrusowe zwycięstwo, kasę i hańbę, w którą brną coraz głębiej.


Nieco dalej - artykuł o Magierowskim, który  - jak zrozumiałam – miał szczere chęci zrobienia z AD Prezydenta, prawdziwego, odklejonego od … no , od wszelkich zależności.  Magierowski miał , zdaniem autora, odpowiednie kwalifikacje:  z łatwością potrafi gadać w siedmiu językach, efektownie przerzucając się z jednego na drugi. Już nie spytam bezczelnie, czy miał w nich coś do powiedzenia – ale ja odbierałam Magierowskiego  źle. Jako rzecznika naturalnie, bo  jako dziennikarz nie jest moją fascynacją – ale nie mam nic przeciwko niemu. Jeden z wielu.


Zjeżdżając do poziomu bruku – kiepsko odbieram ludzi, którzy wynajęli się do określonej roboty i których powinno cechować jakieś zaangażowanie, a którzy oferują mi styl „lordowskiej mości”, wyduszając z siebie to, co absolutnie konieczne. W dodatku – bez przekonania.


Cokolwiek by o PAD powiedzieć – Naczelnik go nie zwolni z roboty, więc może jakoś sobie poradzi, nawet z tą stratą…


Acha, zapomniałam:  nie oglądam „Ucha prezesa”, więc o panu Adrianie wiem niewiele. Tak samo zresztą, jak nie oglądałam poprzedniej produkcji Górskiego, bodaj „Posiedzenia rządu”. Widziałam jeden odcinek tych „posiedzeń” – i miałam dosyć.


No cóż, moi czytelnicy wiedzą, że mam dorosłe dzieci, czyli siłą rzeczy pamiętam – co to jest kabaret. Czemu mam sobie psuć gust, oglądając te tanie  popłuczyny po prawdziwej sztuce kabaretowej?


Następny był artykuł o Schetynie – i dlaczego jest tak źle w opozycji. Miałam niejasne wrażenie (wciąż takie mam w stosunku do autora), że wszędzie, gdzie go czytam lub słyszę, zupełnie niechcący ( choć czasem mam wątpliwości…) przewija się u niego serdeczny żal, z gatunku „żeby było, jak było”.


Najbardziej mi się podobało jedno zdanko  - o „mignięciu Tuska”, podczas którego to mignięcia  zrobił – zdaniem autora -furorę, w przeciwieństwie do całego ślamazarnego  Ciamajdanu, którego to słowa autor nie używa, ale… ono tam jest.  I jest żal, że Ciamajdan jest …Ciamajdanem właśnie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Pewnie będzie tak dalej, teczka została zniszczona. Zajrzyj na "wPolityce".
  • No, fajne! Ale nie powinnaś czasem o TW Buzku?
  • Czytałam wczorajszą notkę, tę oczywiście też. Ty jesteś uparta, matko kochana! "To nie...

Tagi

Tematy w dziale Kultura